2/13/2017

Włochy, Rzym (w kolorze pomarańczowym)

Do Rzymu chciałam bardzo wrócić po objazdówce, na której byłam aż 5 lat temu, tuż przed studiami. Zobaczyłam wtedy dużo, ale zabrakło mi po prostu powłóczenia się uliczkami i tak właśnie wybrałam się na zwykły, choć bardzo długi spacer, zachwycając się ogólnym klimatem miasta - uliczkami i kamienicami, do tego zerknięcie jeszcze raz na niektóre z zabytków. Szczęście, bo dużo słońca i dobre jedzenie - od poleconej mi kawiarenki niedaleko Panteonu na Piazza S. Eustachio, gdzie wypiłam oczywiście dobrą, mocną kawę ale też zjadłam przepysznie dobre ciastko napolitanę, lunch na targu Mercato Testaccio, czy wreszcie oryginalną pizzę z kwiatami cukinii w pizzerii Ai Marmi, która mając sporo dobrych opinii, rzeczywiście bardzo szybko się zapełniła.

/Informacje - z lotniska Rzym CIA do centrum i z powrotem można tanio dojechać autobusem Atral (1,20 euro) z przesiadką na metro (stacja Anagnina) /pociąg trentalia (stacja Ciampino) (1,50euro)

Ostatnie zdjęcia z Rzymu są w poście sprzed kilku lat (tutaj). Pozwoliłam sobie wrócić do pewnych top-zabytków Rzymu, chcąc je sobie przypomnieć, ale też w dużej mierze jeszcze raz sfotografować, czy obejść ze wszystkich możliwych stron :) Np. Panteon i Koloseum, Schody Hiszpańskie, fontanny, Forum Romanum. Zaczęłam swój spacer rano łapiąc jeszcze dość ostre słońce i w drogę!
 





Targ na Campo di Fiori

Przede wszystkim jednak mój spacer to głowa skierowana do góry i zachwyt nad ogólnym klimatem wąskich uliczek z wysokimi budynkami w ciepłych kolorach i z okiennicami. Dla mnie Rzym jest w kolorze pomarańczowym.
 


Wybrałam się też do dzielnicy Trastevere - Zatybrze i żeby zobaczyć wyspę Isola Tiberiana - w tych miejscach jeszcze nie byłam :)



Chciałam zobaczyć dużo więcej Rzymu, chciałam zobaczyć dzielnice mniej turystyczne, a bardziej nastawione na street art, dopiero się rozwijające (np. San Lorenzo, Metropoliz, Quadraro Vecchio, Garbatella), ale w tym wszystkim zapomniałam jak ogromny jest Rzym, i że chcąc zobaczyć jednak jeszcze raz ważniejsze zabytki i Trastevere, nie zostanie mi zbyt wiele czasu. Ale spędzając trochę czasu na studiowaniu mapy, żeby ułożyć plan trasy tak żeby zobaczyć i to i to i po drodze zatrzymać się na lunch na targu Testaccio, niedaleko tego miejsca, bo w okolicach Roma Ostiense, wiedziałam o istnieniu kilku murali, więc lekko przedłużyłam swój spacer (Via Ostiense, via del Porto Fluviale, via dei Magnazzini Generali 8, 10).

JBRock "Wall of Fame", jako ściana sław, gdzie znajdzie się papież, znajdzie się zorro...
BLU:
 

 Sten&Lex “Black & White Power”:

Ciekawiła mnie ta dziewczyna na jednym z budynków (Axel Void):
I tuż przed Testaccio (via Galvani) ROA i jego wilczyca, jako symbol Rzymu:

I już sam market Testaccio - popularne miejsce i raczej mało turystyczne. Wygląda na to, że mnóstwo Włochów, w tym dużo młodych osób tutaj przychodzi, bo jest tu kilka dobrych punktów z jedzeniem na lunch (warto przyjść wcześniej, bo zamykane ok 15).
I moja pyszna przekąska - piadina.
Sklepiki z jedzeniem, świetnym na prezent, ale też sklepy z ciuchami, czy po prostu stoiska z warzywami. Taki targ :)
  
Przyszedł też czas na punkt widokowy i wybrałam się na wzgórze Giancolo i tamten taras widokowy. Po drodze - Fontana dell'Acqua Paola:


I już o złotej godzinie wracałam przez Trastevere i spacerowałam dalej, do czasu na pizzę :)

2/10/2017

Grecja, Ateny

Zima w Krakowie ze smogiem i brakiem słońca od pewnego czasu zaczęła robić się już bardzo przykra, zależało mi więc na kierunku w stronę słońca. Po egzaminach na studiach udało się wygospodarować prawie tydzień, nie długo, dlatego Azja z marzeń ciągle przekładana jest na przyszłość, ale w sam raz na kierunek południe Europy - stąd też Grecja, gdzie jeszcze nigdy nie byłam. Myślałam o pozwiedzaniu czegoś więcej niż samej stolicy, i wysp oczywiście, ale chyba bardziej cieszyłabym się tym nie-zimą. Dlatego też same Ateny, za to z powrotem przez Rzym, żeby dodać wisienkę na tort :)

Na Ateny wybrałam 3 pełne dni - co wystarczy na samo miasto, ale dodatkowe dni zawsze można by wykorzystać. Mi zabrało czasu np. żeby pojechać do Pireus, żeby zobaczyć port, taki dodatkowy dzień można by też wykorzystać i wybrać się na pobliską wyspę (Hydra) albo okoliczne punkty wycieczkowe, żeby zobaczyć jeszcze więcej ruin - Delfy, albo przylądek Sunion na zachód słońca ze świątynią Posejdona. To samo, żeby spędzić czas np. w muzeach, które tym razem zupełnie odpuściłam. Właściwie ruiny i różne eksponaty w Atenach są dostępne co krok spacerując, a nawet znajdują się niby-muzea na stacjach metro. To co robi wrażenie - przede wszystkim słynny Akropol Ateński, bardzo spodobała mi się też dzielnica Anafiotika, widok ze wzgórza Lycabettus, widowiskowa zmiana warty pod parlamentem na placu Syntagma. Samo miasto nie należało do uroczych czy najczystszych, ale jest pewna fajna atmosfera, szczególnie na lokalnych targach, no i przede wszystkim można też dobrze zjeść (dla mnie trochę jak powrót do Turcji, jeśli chodzi o przyprawione mięso, czy słodycze i kawę). Miałam też okazję zobaczyć trochę murali, graffitti. Było intensywnie więc i zdjęć jest sporo!

/Informacje - dojazd z lotniska metrem kosztuje 10 euro (5 ze zniżką studencką, ale nie bardzo akceptują międzynarodową kartę Euro26, za to zwykłą legitymację polską tak) i trwa około 40 minut. Wszystkie atrakcje są w miarę blisko, można spokojnie spacerować, chociaż metro ze zniżką nie jest wcale tak drogie (0,60euro za 90 minut). Poza tym warto być studentem (z Unii Europejskiej) - wtedy atrakcje takie jak ruiny, Akropol mamy za darmo. 

Acropolis pełen ruin świątyń i z widokiem na miasto:
I chyba mój ulubiony na Akropolu Erechtejon - świątynia poświęcona Posejdonowi i Atenie, gdzie zamiast kolumn mamy postaci kobiece:
I najważniejszy Partenon:
Późne popołudnie i zachodzące słońce dodawało uroku, tym bardziej brak tłumów, ale to już efekt nie-weekendu i poza-sezonu :) 
Widok na najwyższe wzgórze miasta i punkt widokowy, gdzie wybrałam się ostatniego dnia - Lycabettus.
Teatr Dionizosa:

Niedaleko - w nowoczesnym budynku znajduje się muzeum Akropolu z tarasem widokowym i restauracją. Wyczytałam, że warto zabrać darmową wejściówkę do restauracji, po czym wracając i tak przechodzimy przez muzeum, ale za darmo... Sprawdziłam - działa. 
 

Zobaczyłam też inny ważny zabytek - Agorę Ateńską (Ancient Agora, Roman Agora). 

Jeszcze przed dotarciem na Akropol pospacerowałam trochę przez miasto, żeby zobaczyć m.in.: świątynię Zeusa Olimpijskiego:

Łuk Hadriana:

Stadion Panateński: 

Budynek Biblioteki Narodowej:


Palmy w National Garden:



Miejsce, które jest bardzo fajne na małą przerwę i wspaniały widok jest wzgórze Areopagus - tuż przy wejściu na Akropol. 

Kolejną ważną atrakcją stolicy Grecji jest zdecydowanie zmiana warty na placu Syntagma pod parlamentem przy grobie Nieznanego Żołnierza - codziennie o pełnej godzinie, ale właściwie często coś się działo nawet o nieregularnych godzinach... Za to uroczysta - pełna ceremonia odbywa się w niedzielę o 11, warto być wcześniej i zająć dobre miejsce.

Wśród dzielnic miasta, którymi spacerowałam, najbardziej nastawiałam się na spacer po Anafiotika - tuż pod Akropolem, wąskie uliczki i domy tworzą atmosferę jak z wysp greckich. Tuż pod Akropolem, z góry jest też ładny widok na miasto. Łatwo też spotkać wszechobecne koty. 

Dzielnicą, w której mieszkałam było Monastitaki, chyba centrum życia Aten, od rana do nocy. Nazwę wzięło od małego kościoła na placu, ale co ciekawe tuż obok jest też meczet. Wybór na hostel (Athenstyle) padł ze względu na taras widokowy, chociaż sam pokój nie był świetnych warunków, a widok też można zaliczyć z wielu miejsc w mieście, to jednak śniadanie (pyszny jogurt grecki z miodem) czy odpoczynek z widokiem "u siebie" jest zawsze na plus.








Typowe śniadanie z ulicy na placu Monastiraki - koulouri z sezamem, czyli taki niby-obwarzanek. Chociaż widać było, że typowo dla południowców za śniadanie służył papieros i kawa.



W każdą niedzielę rano w dzielnicy odbywa się wielki targ staroci. Od mniejszego placu Avissynias Square po ulicę Adrianou. 

Najbardziej popularna i turytyczna dzelnica to Plaka, mnóstwo tam restauracji, kawiarenek i sklepików z pamiątkami. 
Jadłam tu typowe danie musaka, trochę jak lazania bez makaronu i z bakłażanem.

Z Monastiraki niedaleko już do kolejnej dzielnicy - Psyrri, wydaje się, że zdominowanej przez młodych, pełno więc barów i graffitti, a tego też szukałam! :) I tak właściwie zaczął się mój spacer z lokalnym hobbistycznym przewodnikiem - Dimitris. Zobaczyć miasto oczami lokalnej osoby zupełnie za darmo można korzystając ze strony http://myathens.thisisathens.org. Fajna opcja, więc bardzo się ucieszyłam kiedy się o niej dowiedziałam. "Przewodnicy" to zwykli mieszkańcy Aten, nie są przygotowani do bycia przewodnikami, ale znają i lubią to miejsce i chcą je pokazać najlepiej jak potrafią.
Na ulicy Evripidou przeszliśmy przez lkalny market z warzywami, owocami, i całym mnóstwem oliwek z różnych regionów Grecji. Świetna atmosfera przekrzykiwania i reklamowania swoich produktów.
I zaraz obok - Central Market, jeszcze lepszy, ale już z rybami, owocami morza i mięsem, gdzie przypomniały mi się targi z Ameryki Południowej, bo równie brutalny widok. Też mięsko królików z zostawionym puszystym ogonkiem.

Spacerowaliśmy dalej, a wśród street artu dominowały prace WD:
Łatwo też napotkać prace Alekos Skoutariotis (Sonke) - czarno biały wizerunek kobiety, z którego bije smutkiem - to ponoć wyraz uczuć artysty do jego byłej dziewczyny, którą stracił - zostawiał ślad swojego smutku we wszystkich miejscach, w których ona bywała.

Dotarliśmy do dzielnicy Gazi, gdzie centrum to tzw. Technopolis, miejsce wykorzystywane na wystawy, ogólnie mode miejsce by być, tu też kawiarnie, bary...

Chciałam zobaczyć też kilka ciekawych znalezionych wcześniej w Internecie murali w mieście. Spacer kontynuowaliśmy z Gazi przez Metaxourghio w kierunku placu Omonia i dalej dzielnicy Exarchia. Pierwszy ciekawy punkt to"Modlące ręce" Durera w wykonaniu Pavlos Tsakonas, które zostały odwrócone zamiast do nieba, to w stronę ziemi. 
Kolejne murale namalowane są przez INO -  "System of a Fraud" przedstawiający Solona - ateńskiego poetę i prawodawcę.
"Wake up" i ręka, która chwyta by ocalić przed zgubną pogonią za pieniędzmi? 
"Snowblind" czyli człowiek bez twarzy zaślepiony swoim sukcesem i pogonią za pieniędzmi. Mural będący częścią kampanii mający uwrażliwić na problem wirusowego zapalenia wątroby typu B i C, ponoć często nieuświadomego u chorych? Człowiek bez twarzy też jest chory, choć tego nie wie - a to ma symbolizować niebieska plama w kształcie wątroby...
Docieramy do dzielnicy lubianej przez anarchistów - to Exarchia - tutaj też w 2008r został zastrzelony przez policję 15letni Alexandros Grigoropoulos, docieramy do punktu, który upamiętnia miejsce jego śmieci. 
Po kilku godzinach spacerowania spotkaliśmy się z innymi "przewodnikami" z organizacji thisisathens, żeby spróbować meze, czyli małych przekąsek/dań (jak hiszpańskie tapas) w jakiejś super popularnej wśród Greków i zupełnie nieturystycznej knajpie :) Takie momenty lubi się najbardziej! 
I jeszcze słodkie niby-pączki z miodem na deser! 

Najlepszym widokiem na miasto okazała się droga na i samo wzgórze Lycabettus. Nie dziwne, bo to najwyższe wzniesienie Aten z małym kościółkiem na szczycie. Zachód słońca z miastem u stóp zrobił wrażenie! Takie pożegnanie z miastem :)


Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!